† †
Wyjechaliśmy z tego całego lasu, do domu.
Było już jakoś po pierwszej w nocy, więc wiecie.
W samochodzie chłopaki cieszyli się jak dzieci, które zrobiły coś na co mama nie pozwoliła. Teoretycznie można, stwierdzić, że tak było. Tylko już jesteśmy dorośli. - No, oni są, ja jeszcze nie jestem pełnoletnia. No cóż, nie ważne.
Dojechaliśmy do domu jakoś o drugiej, bo samochód przed nami jechał wolniej (czyt. Harry) A jak chcieliśmy go wyminąć to tak jakby mu się "przypadkiem" skręciło. Ehe, będzie wpierdol. No lekko wkurwiony Zayn, pod nosem rzucał takie wiązanki, że lepiej nie wiedzieć .
Gdy Zay, wjechał na podjazd, naszej posiadłości. Rzuciłam się do drzwi jako pierwsza. Jestem głodna, zmęczona i chyba zaraz zwymiotuje. Zgadnijcie czemu.
Horan ściągnął buty, w samochodzie. Jebało jakby kot się zrzygał następnie to zjadł pies, i wyrzygał. Dosłownie.
Powstrzymywałam się od uduszenia go, ale nie bardzo miałam taką możliwość, siedział obok kierowcy. Chociaż, jakby się tak postarać? Może by się udało.
Skończyłam obmyślać mój jakże, zacny plan mordoru. Gdy ktoś łaskawie od kluczył dom . Szybko zrzuciłam buty z nóg, następnie pognałam do kuchni. Moim celem była lodówka.
Z lodówki wyciągnęłam jogurt, a z szafki obok płatki kukurydziane. Szybko wymieszałam jogurt z płatkami, rzucając gdzieś pudełko od jogurtu. Zanim wszyscy weszli do kuchni ja już byłam na schodach. Wbiegłam do mojego pokoju. -ZGINIESZ MARNIE! - Wydarł się blondyn. - Szybko zakluczyłam pokój tak aby nikt nie wszedł. (czyt. Niall)
Miskę z moją papką położyłam na biurku. No, i poszłam do kibla aby ogarnąć się jakoś, do spania czy coś. No wiecie prysznic te sprawy.
Po jakiś dwudziestu minutach wyszłam z łazienki, z mokrymi włosami i ubrałam piżamę.
Usiadłam na łóżko, sięgając po laptopa z biurka i miskę.
Na laptopie oglądałam jakieś portale plotkarskie. Jeszcze nikt się nie dowiedział o moim "małym wybryku".
-MORGAN! RUSZ SIĘ! - Darł się Zay. Tak lubię go nazywać Zay, wtedy się denerwuje.
-DOBRZE ZAY! - odkrzyknęłam.
Zeszłam z łóżka, i postawiłam do połowy pełną miseczkę na łóżko. Ubrałam szybko kapcie, emu które teraz namiętnie noszę wieczorami.
Zbiegłam ze schodów. I pobiegłam do salonu, gdzie zobaczyłam Tom'a, Quick'a i Matt'a. Ciekawe.
-Witam, co panów sprowadza w nasze skromne progi? - Udałam głos, starego dziada. - Na co One Direction* wybuchło śmiechem z kuchni.
-NIE PODSŁU... -Krzyknęłam, ale nie dane było mi dokończyć.
-CHUJ CIE! - krzyknął Lou.
Znowu fala śmiechu . Czy już mówiłam, że to dzieci? Nie? To teraz wiecie.
-Dobra zamknijcie się. - Krzyknęłam.
-Co was sprowadza?- skierowałam pytanie do moich gości.
-No jak, mówiłem miałem do ciebie wpaść wczoraj, ale Harry mówił, że jego starzy będą więc nie da rady. To jestem dzisiaj. - mruknął Tom.
-Dobra a co chciałeś mi przekazać ? - mruknęłam siadając na fotelu obok.
-Quick, namierzył twoją matkę. - Mruknął Matt. Już myślałam, że nie mówi. Och nie! To był by skandal. Sarkazm nie opuszcza Ciebie, chciałbym zauważyć. Znowu ten cholerny dupek wkradł się do moich myśli.
-Gdzie jest? - zapytałam jakby od niechcenia. W sumie nie potrzebna jest mi. Nie wiem, czy czegoś nie zrozumiała, czy głupia jest. No nie wiem. Ręce opadają.
-No, mówiłaś że mieszka w Irlandii. Więc teraz nasi ludzie ją obserwują i wychodzi na to, że niedługo ma się tu zjawić. Mieliśmy kilku tygodniowe podsłuchy na nią, i wychodzi na to, że za jakieś kilka dni będzie miała samolot do Londynu i prawdopodobnie, zatrzyma się u twojej ciotki. - Zakończył swój monolog -Matt.
-Mhm, czekaj, mamy jakieś zawody? Czy coś? - od razu ożywiłam się, bo skoro ona chce odwiedzić moją ciotkę, to coś jest na rzeczy.
-Nie na razie, nie, ale jak ostatnio wysyłałem ci sms'a, to prawdopodobnie za jakiś miesiąc. Budują nowe trasy czy coś. - Spojrzał na mnie Tom.
-Wiecie coś więcej?
-Nie. - mruknął Quick. - Chyba za późno dodaliśmy podsłuchy. - dodał spoglądając na swojego brata bliźniaka ze złością. Oho. Będzie się działo.
-Dobra, jest okej. - mruknęłam spoglądając na bliźniaków.
Chyba zdziwił ich mój spokój. To chyba z tego zmęczenia.
-To my się zbieramy. - wymamrotał Matt .
-No, dzięki za info, cze.- pożegnałam się z moją trójcą. I poszłam spać do swojego pokoju. Mój mózg już nie funkcjonuje.
†
Obudziło mnie, lizanie w policzek. Zdezorientowana, wstałam do pozycji siedzącej gotowa do ataku.
-Głodny jestem. - mruknął Niall. Patrząc na mnie oczkami kota ze Shrek'a.
-I po to mnie budziłeś!? - Człowieku! - krzyknęłam w tempie ekspresowym wstałam z łóżka, niestety nie zauważyłam, że byłam zaplątana w pościel. Dzięki czemu runęłam na ziemie.
-Co to było?! - wydarł się któryś z tych durni. Od razu cała gromadka patafianów przyleciała do mojego pokoju.
-Może mi pomożecie? - jęknęłam, próbując wydostać się z pościeli.
-Halo! - krzyknęłam z oburzeniem. Zorientowali się, że leże na ziemi więc Liam mnie odplątał, z pościeli.
-Dzięki. - wymamrotałam.
-Jesus! My myśleliśmy, że coś się stało! - Wykrzyczał Lou. - łapiąc się teatralnie za serce. Na co wywróciłam oczami.
-Dzieci.- mruknęłam pod nosem.
-Słyszeliśmy!-krzyknął Harry. Chłopaki wyszli z mojego pokoju zostawiając mnie z blondynem.
-No mów co chcesz jeść. - poddałam się.
-Wiesz, że Cię kocham?-rzucił się na mnie.
-Ehe. Mów co chcesz.
-Naleśniki z dżemem, i tosty z serem. - zaczął wymieniać na palcach.
-Dopsz, zaraz zrobię. - mruknęłam zarzucając pościel na łóżko. Ubrałam tylko moje kapcie emu, i zeszłam na dół. - Do kuchni.
Z szafek powyciągałam potrzebne składniki do naleśników, i cztery kromki chleba, które nasmarowałam masłem położyłam plasterek sera i szynki, na dwie kromki następnie, złożyłam je i wsadziłam je do sandwich maker'a*.
Na rozgrzaną patelnie wlałam oleju i czekałam aż się, rozgrzeje. Wlałam trochę ciasta na patelnię i czekałam aż ciasto się zetnie. Robiłam dokładnie to samo przez dwadzieścia minut. Naleśniki gotowe. Sandwich'y też. Więc tylko wyciągnę z szafek jakiś dżem i bitą śmietanę. No i tam trochę pomacham szmatką.
-Niall! - krzyknęłam z kuchni. - Usłyszałam tylko tupanie nóg, i zaraz w progu pojawił się blondyn.
-Tak ? - uśmiechną się. Cwaniak.
-Śniadanie. - westchnęłam kiwając głową w stronę talerzy z jedzeniem.
Zwinęłam jednego naleśnika i poszłam do góry, się ogarnąć.
Gdy byłam już w moim pokoju postanowiłam się trochę ogarnąć, pewnie spytacie co się stało z panem naleśnikiem? Zjadłam go po drodze. Z szafy wyciągnęłam ten zestaw ubrań. W łazience, ogarnęłam włosy, ubrałam się i umyłam zęby.
Zbiegłam na dół, a następnie na dwór. Na szczęście na podjeździe stało moje autko.
Jechałam dobrze mi znanymi ulicami, do domu mojego ojca.
Po jakiś kilku minutach znalazłam się pod jego domem, szybko wyskoczyłam z samochodu następnie pognałam do domu. Otworzyłam drzwi, i na werandzie ściągnęłam buty, które jako tako ułożyłam stopą. -Hej! - krzyknęłam wchodząc do kuchni gdzie zastałam mojego tatę, pijącego poranną kawę, no tak jest jakaś dziewiąta. Pieprzony blondyn.
†-Dzięki. - wymamrotałam.
-Jesus! My myśleliśmy, że coś się stało! - Wykrzyczał Lou. - łapiąc się teatralnie za serce. Na co wywróciłam oczami.
-Dzieci.- mruknęłam pod nosem.
-Słyszeliśmy!-krzyknął Harry. Chłopaki wyszli z mojego pokoju zostawiając mnie z blondynem.
-No mów co chcesz jeść. - poddałam się.
-Wiesz, że Cię kocham?-rzucił się na mnie.
-Ehe. Mów co chcesz.
-Naleśniki z dżemem, i tosty z serem. - zaczął wymieniać na palcach.
-Dopsz, zaraz zrobię. - mruknęłam zarzucając pościel na łóżko. Ubrałam tylko moje kapcie emu, i zeszłam na dół. - Do kuchni.
Z szafek powyciągałam potrzebne składniki do naleśników, i cztery kromki chleba, które nasmarowałam masłem położyłam plasterek sera i szynki, na dwie kromki następnie, złożyłam je i wsadziłam je do sandwich maker'a*.
Na rozgrzaną patelnie wlałam oleju i czekałam aż się, rozgrzeje. Wlałam trochę ciasta na patelnię i czekałam aż ciasto się zetnie. Robiłam dokładnie to samo przez dwadzieścia minut. Naleśniki gotowe. Sandwich'y też. Więc tylko wyciągnę z szafek jakiś dżem i bitą śmietanę. No i tam trochę pomacham szmatką.
-Niall! - krzyknęłam z kuchni. - Usłyszałam tylko tupanie nóg, i zaraz w progu pojawił się blondyn.
-Tak ? - uśmiechną się. Cwaniak.
-Śniadanie. - westchnęłam kiwając głową w stronę talerzy z jedzeniem.
Zwinęłam jednego naleśnika i poszłam do góry, się ogarnąć.
Gdy byłam już w moim pokoju postanowiłam się trochę ogarnąć, pewnie spytacie co się stało z panem naleśnikiem? Zjadłam go po drodze. Z szafy wyciągnęłam ten zestaw ubrań. W łazience, ogarnęłam włosy, ubrałam się i umyłam zęby.
Zbiegłam na dół, a następnie na dwór. Na szczęście na podjeździe stało moje autko.
Jechałam dobrze mi znanymi ulicami, do domu mojego ojca.
Po jakiś kilku minutach znalazłam się pod jego domem, szybko wyskoczyłam z samochodu następnie pognałam do domu. Otworzyłam drzwi, i na werandzie ściągnęłam buty, które jako tako ułożyłam stopą. -Hej! - krzyknęłam wchodząc do kuchni gdzie zastałam mojego tatę, pijącego poranną kawę, no tak jest jakaś dziewiąta. Pieprzony blondyn.
BADUM TSS! Dziś krótszy rozdział, następny prawdopodobnie za tydzień, albo w cale. Mam dużo nauki.. ;-; Pa!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz