środa, 28 października 2015

Rozdział #8 "Kolejna Historia"




Usiadłam obok mojego ojca. -Wiesz, coś może czy matka przyjedzie? - mruknęłam, spoglądając na tate.
-Eh, tak jakiś tydzień temu do mnie dzwoniła, ona chce ci zrobić " niespodziankę ". - Zaczęłam się śmiać jak opętana, serio NIESPODZIANKĘ ?! - Jasne. Dzięki, jakby co trzymaj ją w miarę długo. - zaczęłam wycierać łzy lecące, w z dłuż mojej twarzy. - Jaka ona śmieszna. - Rzuciłam na od chodnie. Wyszłam z mieszkania mojego taty, i weszłam do samochodu.
Dziś mam zamiar pojechać na tor, nie to nie ten tor, na którym mam się ścigać, jest to zupełnie inny. Za opuszczoną fabryką, ogólnie dawno tam nie byłam. Czas odwiedzić stare śmieci.  Postanowiłam chłopakom wysłać sms'y, że dziś mnie nie będzie w domu, i lepiej żeby nie roznieśli chałupy.

-Hej, Matt! - krzyknęłam radośnie, ciesząc się, że odebrał chociaż raz.
-No, hej.
-Sprawdź najbliższy samolot z Irlandii do Londynu. - mruknęłam już mniej entuzjastycznie. Wjeżdżając na parking zauważyłam, Kevina - właściciela, toru. Taaak, z nim jest długa historia... No ale nieważne, jest to mój dobry kumpel. No i jest też mechanikiem. Tyle powinno wam wystarczyć.
-Jasne, jutro jest najbliższy samolot, jakoś o północy.
-Spoko, dziena. - rozłączyłam się.
Wysiadłam z samochodu. I zauważyłam Kevina, który się cieszył jak głupi, gdy mnie zobaczył. Nie chcę pominąć tego, że było tu sporo osób z mojej szkoły. I nie powiem, motorami nie grzeszą.
-Hej! - krzyknęłam do Kevina.
-Jak dawno Cię tu nie było! - krzyknął Kevin jeszcze głośniej, zwracając uwagę niektórych osób, wiecie co? Zauważyłam tu tą nową dziewczynę. Za chiny nie pamiętam jak miała na imię. 
-Powiedz, mi mój drogi czy dziś są jakieś wyścigi?- mruknęłam.
-Tak! - rzucił się na mnie, i mnie mocno uścisnął.
Dobra, może powiem wam tą historię. Widzę, że jest to nieuniknione.

Więc, Kevin to dobry przyjaciel mojego ojca, kiedyś gdy byłam młodsza no miałam jakieś 13lat. (Moi rodzice byli już po rozwodzie, i byłam już  w Londynie u taty.) Zabrali mnie na ten sam tor, na którym jestem dzisiaj. I pozwolili mi się przejechać, Enduro 250. Pamiętam jeszcze jaka byłam szczęśliwa. Tak zaczęła się moja miłość do mechaniki. Oraz jazdy na tych cudeńkach. Ale wracając. Często wieczorami wymykałam się do Kevina, i jeździłam na jego (już naprawionych. Bo często dostawał zmasakrowane motory)
cudeńkach. I nauczyłam się je naprawiać, więc często po szkole pomagałam mu. Koniec Historii.
-Okej mogę się na czymś przejechać ? -zapytałam.
-Jasne! - krzyknął aż mu oczy się zaświeciły.
Weszliśmy do garażu w którym zobaczyłam sporą ilość motorów. Od Enduro po yamahy. Hmm niezłe.
-Skuszę się na... Yamaha R1 -mruknęłam, dotykając palcem kierownicę.
-Jasne. Tylko sprawdzę, hamulce.
-Spoko.
Wyszłam z garażu gdzie byli jacyś mięśniacy popisujący się przed swoimi dziewczynami. Zaśmiałam się cicho, gdy nie potrafił nawet porządnie zahamować.
-Co taka dziewczyna jak ty robi w tak niebezpiecznym miejscu?- Zapytał jakiś brunet. -Zaśmiałam się z niego. I podeszłam do Kevina. Gdy wyprowadzał motor.


sobota, 17 października 2015

HEJKA ! ZMIANY (:

Mordeczki.

Przychodzę do was ze zmianami, mianowicie tego bloga,
przekładam na wattpad'a. Co to oznacza ? To znaczy, że dalszą część historii będę pisać na wattpadzie. Ponieważ, tam zdecydowanie lepiej mi się pisze, no i mam możliwość, lepszego pisania na telefonie. :)


sobota, 3 października 2015

Rozdział #7 "Naleśniki"


 †                                        †




Wyjechaliśmy z  tego całego lasu, do domu.
Było już jakoś po pierwszej w nocy, więc wiecie.
W samochodzie chłopaki cieszyli się jak dzieci, które zrobiły coś na co mama nie pozwoliła. Teoretycznie można, stwierdzić, że tak było. Tylko już jesteśmy dorośli. - No, oni są, ja jeszcze nie jestem pełnoletnia. No cóż, nie ważne.
Dojechaliśmy do domu jakoś o drugiej, bo samochód przed nami jechał wolniej (czyt. Harry)  A jak chcieliśmy go wyminąć to tak jakby mu się "przypadkiem" skręciło. Ehe, będzie wpierdol. No lekko wkurwiony Zayn, pod nosem rzucał takie wiązanki, że lepiej nie wiedzieć .
Gdy Zay, wjechał na podjazd, naszej posiadłości. Rzuciłam się do drzwi jako pierwsza. Jestem głodna, zmęczona i chyba zaraz zwymiotuje. Zgadnijcie czemu.
Horan ściągnął buty, w samochodzie. Jebało jakby kot się zrzygał następnie to zjadł pies, i wyrzygał. Dosłownie.
Powstrzymywałam się od uduszenia go, ale nie bardzo miałam taką możliwość, siedział obok kierowcy. Chociaż, jakby się tak postarać? Może by się udało.

Skończyłam obmyślać mój jakże, zacny plan mordoru. Gdy ktoś łaskawie od kluczył dom . Szybko zrzuciłam buty z nóg, następnie pognałam do kuchni. Moim celem była lodówka.
Z lodówki wyciągnęłam jogurt, a z szafki obok płatki kukurydziane. Szybko wymieszałam jogurt z płatkami, rzucając gdzieś pudełko od jogurtu. Zanim  wszyscy weszli do kuchni ja już byłam na schodach. Wbiegłam do mojego pokoju. -ZGINIESZ MARNIE! - Wydarł się blondyn. - Szybko zakluczyłam pokój tak aby nikt nie wszedł. (czyt. Niall)
  Miskę z moją papką położyłam na biurku.  No, i poszłam do kibla aby ogarnąć się jakoś, do spania czy coś. No wiecie prysznic te sprawy.
Po jakiś dwudziestu minutach wyszłam z łazienki, z mokrymi włosami i ubrałam piżamę.
Usiadłam na łóżko, sięgając po laptopa z biurka i miskę.
Na laptopie oglądałam jakieś portale plotkarskie. Jeszcze nikt się nie dowiedział o moim "małym wybryku".

-MORGAN! RUSZ SIĘ! - Darł się Zay. Tak lubię go nazywać Zay, wtedy się denerwuje.
-DOBRZE ZAY! - odkrzyknęłam.
Zeszłam z łóżka, i postawiłam do połowy pełną miseczkę na łóżko. Ubrałam szybko kapcie, emu które teraz namiętnie noszę wieczorami.
Zbiegłam ze schodów. I pobiegłam do salonu, gdzie zobaczyłam Tom'a, Quick'a i Matt'a. Ciekawe.

-Witam, co panów sprowadza w nasze skromne progi? - Udałam głos, starego dziada. - Na co One Direction* wybuchło śmiechem z kuchni.
-NIE PODSŁU... -Krzyknęłam, ale nie dane było mi dokończyć.
-CHUJ CIE! - krzyknął Lou.
Znowu fala śmiechu . Czy już mówiłam, że to dzieci? Nie? To teraz wiecie.
-Dobra zamknijcie się. - Krzyknęłam.
-Co was sprowadza?- skierowałam pytanie do moich gości.
-No jak, mówiłem miałem do ciebie wpaść wczoraj, ale Harry mówił, że jego starzy będą więc nie da rady. To jestem dzisiaj. - mruknął Tom.
-Dobra a co chciałeś mi przekazać ? - mruknęłam siadając na fotelu obok.
-Quick, namierzył twoją matkę. - Mruknął Matt. Już myślałam, że nie mówi. Och nie! To był by skandal. Sarkazm nie opuszcza Ciebie, chciałbym zauważyć. Znowu ten cholerny dupek wkradł się do moich myśli.
-Gdzie jest? - zapytałam jakby od niechcenia. W sumie nie potrzebna jest mi. Nie wiem, czy czegoś nie zrozumiała, czy głupia jest. No nie wiem. Ręce opadają.
-No, mówiłaś że mieszka w Irlandii. Więc teraz nasi ludzie ją obserwują i wychodzi na to, że niedługo ma się tu zjawić. Mieliśmy kilku tygodniowe podsłuchy na nią, i wychodzi na to, że za jakieś kilka dni będzie miała samolot do Londynu i prawdopodobnie, zatrzyma się u twojej ciotki. - Zakończył swój monolog -Matt.
-Mhm, czekaj, mamy jakieś zawody? Czy coś? - od razu ożywiłam się, bo skoro ona chce odwiedzić moją ciotkę, to coś jest na rzeczy.
-Nie na razie, nie, ale jak ostatnio wysyłałem ci sms'a, to prawdopodobnie za jakiś miesiąc. Budują nowe trasy czy coś. - Spojrzał na mnie Tom.
-Wiecie coś więcej?
-Nie. - mruknął Quick. - Chyba za późno dodaliśmy podsłuchy. - dodał spoglądając na swojego brata bliźniaka ze złością. Oho. Będzie się działo.
-Dobra, jest okej. - mruknęłam spoglądając na bliźniaków.
Chyba zdziwił ich mój spokój. To chyba z tego zmęczenia.
-To my się zbieramy. - wymamrotał Matt .
-No, dzięki za info, cze.- pożegnałam się z moją trójcą. I poszłam spać do swojego pokoju. Mój mózg już nie funkcjonuje.







Obudziło mnie, lizanie w policzek. Zdezorientowana, wstałam do pozycji siedzącej gotowa do ataku.
-Głodny jestem. - mruknął Niall. Patrząc na mnie oczkami kota ze Shrek'a.
-I po to mnie budziłeś!? - Człowieku! - krzyknęłam w tempie ekspresowym wstałam z łóżka, niestety nie zauważyłam, że byłam zaplątana w pościel. Dzięki czemu runęłam na ziemie.
-Co to było?! - wydarł się któryś  z tych durni. Od razu cała gromadka patafianów przyleciała do mojego pokoju.
-Może mi pomożecie? - jęknęłam, próbując wydostać się z pościeli.
-Halo! - krzyknęłam z oburzeniem. Zorientowali się, że leże na ziemi więc Liam mnie odplątał, z pościeli.
-Dzięki. - wymamrotałam.
-Jesus! My myśleliśmy, że coś się stało! - Wykrzyczał Lou. - łapiąc się teatralnie za serce. Na co wywróciłam oczami.
-Dzieci.- mruknęłam pod nosem.
-Słyszeliśmy!-krzyknął Harry. Chłopaki wyszli z mojego pokoju zostawiając mnie z blondynem.
-No mów co chcesz jeść. - poddałam się.
-Wiesz, że Cię kocham?-rzucił się na mnie.
-Ehe. Mów co chcesz.
-Naleśniki z dżemem, i tosty z serem. - zaczął wymieniać na palcach.
 -Dopsz, zaraz zrobię. - mruknęłam zarzucając pościel na łóżko. Ubrałam tylko moje kapcie emu, i zeszłam na dół. - Do kuchni. 
Z szafek powyciągałam potrzebne składniki do naleśników, i cztery kromki chleba, które nasmarowałam masłem położyłam plasterek sera i szynki, na dwie kromki następnie, złożyłam je i wsadziłam je do sandwich maker'a*. 
Na rozgrzaną patelnie wlałam oleju i czekałam aż się, rozgrzeje. Wlałam trochę ciasta na patelnię i czekałam aż ciasto się zetnie. Robiłam dokładnie to samo przez dwadzieścia minut. Naleśniki gotowe. Sandwich'y też. Więc tylko wyciągnę z szafek jakiś dżem i bitą śmietanę. No i tam trochę pomacham szmatką. 
-Niall! - krzyknęłam z kuchni. - Usłyszałam tylko tupanie nóg, i zaraz w progu pojawił się blondyn. 
-Tak ? - uśmiechną się. Cwaniak. 
-Śniadanie. - westchnęłam kiwając głową w stronę talerzy z jedzeniem. 
Zwinęłam jednego naleśnika i poszłam do góry, się ogarnąć. 
Gdy byłam już w moim pokoju postanowiłam się trochę ogarnąć, pewnie spytacie co się stało z panem naleśnikiem? Zjadłam go po drodze. Z szafy wyciągnęłam ten zestaw ubrań. W łazience, ogarnęłam włosy, ubrałam się i umyłam zęby. 
Zbiegłam na dół, a następnie na dwór. Na szczęście na podjeździe stało moje autko.
Jechałam dobrze mi znanymi ulicami, do domu mojego ojca.
Po jakiś kilku minutach znalazłam się pod jego domem, szybko wyskoczyłam z samochodu następnie pognałam do domu. Otworzyłam drzwi, i na werandzie ściągnęłam buty, które jako tako ułożyłam stopą. -Hej! - krzyknęłam wchodząc do kuchni gdzie zastałam mojego tatę, pijącego poranną kawę, no tak jest jakaś dziewiąta. Pieprzony blondyn.




BADUM TSS! Dziś krótszy rozdział, następny prawdopodobnie za tydzień, albo w cale. Mam dużo nauki.. ;-; Pa!

poniedziałek, 28 września 2015

Rozdział #6 "Gabinet Feniksa"



†                                    


Chłopacy popatrzeli się na mnie, po czym wszyscy się na mnie rzucili. -ZRÓBMY MIŚKA! - wydarł się Lou, ał moje uszy. -Shh..-próbowałam coś powiedzieć ale, byłam owinięta silnymi ramionami, chłopaków. -Dobra.-mruknęłam. Nie wiem czy w ogóle to usłyszeli, odwzajemniłam uścisk. -Awww.. -zamruczał Lou do mojego ucha.
-Dobra! Koniec tego dobrego! - krzyknęłam wyrywając się z uścisku. -Idę się przebrać! -krzyknęłam i popędziłam w stronę mojego pokoju.
Zamknęłam za sobą drzwi i podeszłam do szafy, wyciągając obcisłe rurki, koszulkę z gorsetem i szybko się przebrałam.
Założyłam moje ulubione buty. - vansy.
Z dna szafy wyciągnęłam pistolet, taki mały aby go sobie "wsadzić" Jak to brzmi, zachęcająco. Mrach..
-Daj sobie siana. -warknęłam cicho.
Związałam włosy w wysokiego kucyka. Gotowa zeszłam na dół, chłopcy już na mnie czekali. 






-Chłopaki! Zwarci i gotowi?! - krzyknęłam ze schodów. 
-Tak jest panie kapitanie! - krzyknęli razem, zaśmiałam się i przeskoczyłam ostatnie schodki. 
-Która godzina? - zapytał Liam. Spojrzałam na zegar wiszący w kuchni. -Mamy jakąś godzinę. Jakieś trzydzieści minut drogi, i obczajenie miejsca, z zewnątrz. Damy radę. - Mruknęłam nie spuszczając wzroku z zegarka.
Wyszłam z przed pokoju, skierowałam się na werandę, po moją czarną skórzaną kurtkę. Szybko ją ubrałam i wyszłam na ganek. Przed dom, z kieszeni wyciągnęłam paczkę papierosów. I odpaliłam jednego, czekając na chłopaków.



Liam POV.

-Ej, chłopaki jak myślicie, co z nią ? -zapytał Lou.
-Ehh, na razie jej nic nie jest, więc powinno być w porządku. - Wywnioskowałem.
-Nie martwcie się. Jest okej, nie drze ryja w nocy, więc możecie spać. Cieszcie się puki możecie. -Mruknął Zayn.
-Wychodzę zapalić . - dodał Zayn .
-Dobra chłopaki macie wszystko ? - zapytał Harry
-Eee, tak mam pistolet w kieszeni, i Lou powinien mieć pistolet hukowy. - powiedziałem patrząc się na chłopaków. - A Niall masz coś, coś ?-dodałem.
-E, tak mam pistolet. W sumie możemy iść. - powiedział blondas.



Zayn POV.

Wyszedłem na papierosa, tak aby się odstresować przed napadem.
Wychodząc z domu zauważyłem stojącą brunetkę opartą o futrynę przed schodami.
-Cześć. - mruknąłem obejmując brunetkę, w pasie. Położyłem brodę na jej ramieniu.
-Hej. - wymamrotała.
-Jesteś gotowa? Jak się czujesz?
-Eee, jest ok. - mruknęła wyrzucając skończonego  papierosa przed siebie.



POV.

Wszyscy wyszli z domu, Harry i Morgan przedzielili się na dwie grupy. Louis, Liam i Harry jadą pierwszym  samochodem, a Zayn, Niall i Morgan drugim. Oba samochody są sportowe.
Wszyscy zgodzili się na taki układ, więc nie tracąc czasu wsiedli do samochodów. Wszyscy pojechali jeden za drugim, po opustoszałych ulicach Londynu. O godzinie 23 byli pod wysokim wieżowcem. Który należał do milionera - Feniksa. Tak jak byli w dwu osobowych grupach, grupa Harry'ego zaszła tylne wyjście a grupa Morgan boczne. Tak aby nie rzucać się w oczy. Obie grupy były uzbrojone, a pistolety odblokowane. 

Grupa Morgan POV.

Wszyscy, weszli bocznym wejściem następnie skierowali się na schody, aby wejść na ostatnie piętro. Musieli najpierw zniszczyć system kamer,  a następnie zniszczyć ich cel. Feniksa.
Wszystko szło świetnie gdyby nie Mulaty.  Ochroniarze Feniksa. Zayn zajął się jednym gorylem a Niall drugim.

Morgan POV.

Chłopacy zajęli się gorylami więc zaczęłam działać. Szybko wbiegłam na metalowe schody i przeskakiwałam je co drugi schodek. Tak dotarłam na ostatnie piętro Feniksa. Teraz które to drzwi?  Jest ich multum a na dodatek wszystkie białe. Dobra nie ważne,  zbliżyłam się do drzwi z napisem "Gabinet Feniksa" -No dobra, to nie było trudne. Przyłożyłam ucho do drzwi, następnie zaczęłam nasłuchiwać, słyszałam jakieś pojedyncze szmery, więc prawdo podobnie był tam sam. Co ułatwi mi sprawę. Dostałam wiadomość od Harry'ego.

OD : Harry

Zaparkujemy samochodem, w pobliskim lesie, wiesz gdzie. Stwierdziłem, że nie ma sensu czekać, skoro dacie radę. xx

Na szczęście zdążyłam wyciszyć telefon, w samochodzie jak jechaliśmy więc plus dla mnie.
Przestałam podsłuchiwać gdy usłyszałam skrzypienie krzesła, prawdopodobnie napewno, usiadł. Chwyciłam klamkę i pchnęłam drzwi.
-Dzień dobry, chciałam się zapytać o pracę. - Powiedziałam słodkim głosikiem, zamykając za sobą drzwi.
-Witaj, panienko proszę usiądź. Wiesz co będziesz robić? - zapytał ten stary, zboczeniec.
-Emm, nie bardzo, mógł by pan mnie oświecić ? - zapytałam uwodzicielskim głosem.
-Zapraszam, kochanie. - Odsunął się od biurka, gestem ręki wskazał na swoje kolana. Aha czyli tak się bawimy? Dobrze.
Wstałam z krzesła, kręcąc dupą jak ostatnia dziwka.
Już miałam siadać na jego kolana, zwinnym ruchem wyciągnęłam z pod kurtki pistolet przystawiając go do skroni tego bydlaka.
-Żegnaj. -upuściłam spust.
Było słychać tylko strzał, szybko weszłam w jego bazę danych na komputerze, sprawdzając konta bankowe, przelałam wszystkie pieniądze na nasz Gang. Złapałam szybko mój pistolet i ulotniłam się z miejsca "Przestępstwa".
Wybiegłam z wysokiego wieżowca, na miejsce gdzie mieliśmy się spotkać z chłopakami, dosłownie na przeciwko znajdował się ten lasek o, o którym Harry pisał w sms'ie.
Szybko biegłam po miedzy drzewami, puki nie ujrzałam naszego samochodu.
Zobaczywszy chłopaków, opartych o samochód. Krzyknęłam - Hej.
Zwolniłam biegu, następnie zbliżając się do chłopaków powolnym krokiem.
-Już dostaliśmy sms'a* dobra robota. - Powiedział Hazz, gdy tylko mnie zobaczył.



♥♥♥♥

* Chłopaki dostali sms'a z informacją o dokonanym przelewie.

wtorek, 22 września 2015

Rozdział #5 "Historia Morgan"

†                            †


Po jakże sympatycznym spotkaniu, rodziców Hazzy, pożegnaliśmy się około godziny dwunastej, wieczorem.
Wydaje mi się, że skądś ich kojarzyłam, ale nie dam głowy.
-Dobranoc! - krzyknął jeszcze Liam, zamykając drzwi.
Klapnęłam sobie na kanapę, i patrzyłam jak chłopaki wynoszą stół, i osiem krzeseł.
Gdy Harry i reszta, skończyła wynosić wszystko z salonu. Liam rozpoczął konwersację.
-Eee... Morgan? - zaczął niepewnie Daddy Direction [ Czyt. Liam ]
-Wal. - mruknęłam kładąc głowę na kolana Louisa, a nogi położyłam na kolana, Niall'a.
-Co ci się śniło ? - zapytał Niall z pełną gębą. Dalej coś żuł. Skubany.
-Zobaczyłam, że jestem czarną postacią z tasakiem w ręku... [...] (TAK! Ten fragment został CELOWO! Pominięty ;p)


Harry POV.

Morgan, opowiedziała nam swój, sen. Teraz możemy mieć pewność, że wrócił. Niestety, musimy bardziej się pilnować. Ponieważ, mogą być różne...nieprzyjemne akcje.
-Jestem głodny. -Powiedział Niall, kończąc jeść swoją kanapkę. - Wikusiuuuu.... zrobisz mi coś do jedzenia ? - zapytał farbowany.
-Pieprz się! - Warknęła brunetka, wstając z kanapy. Poszła na górę, trzaskając drzwiami od prawdopodobnie swojego pokoju.
-Debil. - Mruknąłem patrząc na Horana. -Nie wiem jak wy, ale ja idę spać. -Powiedziałem, ziewając.


Wyszedłem z pod prysznica, w samych bokserkach położyłem się spać, uprzednio sprawdzając godzinę na elektronicznym zegarku.  - Po drugiej.


Wiktoria POV.  (Czwartek)

Zasnęłam od razu, po małym incydencie z Horanem.
Rano wstałam, żartuje.
Przebudziłam się o godzinie, piątej nad ranem.
Ubrałam się w jakieś dresy, białą luźną koszulkę, i zarzuciłam na ramiona bluzę.
Wyszłam na mój taras, z paczką papierosów.
Oparłam się łokciami, o balustradę i patrzyłam w dal, podziwiając wschód słońca. Odpalałam, papierosa za papierosem. Dobra! Koniec, bo mi nie wystarczy na dziś.
Słońce, było już całe widoczne na horyzoncie więc, musiała być zapewne jakaś szósta-siódma, godzina.
Wyszłam z mojego malutkiego balkoniku, zamykając za sobą szklane drzwi. Wychodząc z mojego już czystego pokoju, wzięłam ze sobą plecak.  Nigdy nie jem śniadań, po prostu nie lubię. Przed wyjściem z domu przejrzałam się w lustrze, rozczesując włosy szczotką Zayn'a, taki szczegół. Rozczesałam moje włosy, zaczesując grzywkę na prawy bok, wszystko wzmocniłam lakierem.
Wychodząc z domu, skierowałam się do MOJEGO samochodu! Moje cudeńko wróciło z naprawy. Troochę go zjechałam na wyścigu.


Jak nowy! Bo jest prawie, nowy cała maska i drzwi rozjebane. Bravo!
Wsiadłam do samochodu, podziwiając go ze wszystkich stron.
Jechałam dość szybko bo, za jakieś czterdzieści minut miały się rozpocząć lekcje. Tak to  jest jak się mieszka na odludziu, chociaż są jakieś plusy. Do szkoły jadę zawsze jakieś dwadzieścia pięć minut. Plus jeszcze zaliczyć starbucks'a, pośmiać się z ludzi. No, i w szkole byłam przed zajęciami, oczywiście MORGAN WIELKIE WEJŚCIE! Każdy patrzał na moje cudeńko, mnie nie było widać. Sprawka zaciemnianych szyb.
-Pora zrobić wielkie wejście! - Szepnęłam do siebie. Zauważyłam Zayn'a opartego na murku, z jakąś lasią.
Założyłam jeszcze okulary przeciw słoneczne, bo było w chuj gorąco.
Wyszłam.
Wszystkie pary oczu, były wlepione w moją postać.
Zamknęłam drzwi, od kierowcy, okrążyłam samochód i otworzyłam drzwi z tyłu. Wyciągając mój plecak.
Szłam w stronę szkoły, ignorując wszystkie spojrzenia.
Byłam w szkole równo przed dzwonkiem.
Zajęłam swoje miejsce. Tak, przespałam tą lekcję, tak to jest jak się zachce oglądać wschód słońca.


OD : Tom

Morgan! Przepraszam, posrały mi się daty. Wyścig jest za jakiś miesiąc! O DROGA PANI WYBACZ!

Aww... Czy mi tylko zajechało sarkazmem w ostatnim, zdaniu? Cóż, mówi się trudno. Kolejny Sms. Boże, oni się jakoś zwołali ? Czy co ?

OD : Harry

Jest sprawa, dziś o 23 mamy napad, na tego milionera, także  HAJS!

No, czyli jednak będzie grubo. Nie odpisałam na żadnego SmS'a. Raczej to normalne, z mojej strony.

†   

Po lekcjach zadzwonił, nieznany numer. Nieźle.

-Halo ? - zapytałam, odbierając po pierwszym sygnale.
-Wiktoria, tu..- dalej nie słuchałam, stałam oniemiała, przed moim samochodem. Zayn podszedł do mnie. - Wszystko ok ? -zapytał ciemnowłosy.
-Wiktoria!? Kto tam jest? - martwiła się mama.
-Nie ważne, czego chcesz? -Warknęłam
-Nie tym tonem.  Za kilka dni przylecę do Anglii, razem z moim narzeczonym i naszą córką. - ostatnie zadnie podkreśliła.
-Super. A ja po co wam? - zbierało mi się na płacz, Zay, to zauważył i mnie przytulił. Staliśmy w uścisku.
-Margaret chciała by Cię poznać. - powiedziała moja matka przesłodzonym głosem.
-Oh, jaka szkoda jestem zajęta, przez najbliższe dwa tygodnie. Jak mi przykro. - Ahh, czujecie ten sarkazm ?
-Nic nie szkodzi, mam nadzieję, że jesteś na dobrych studiach, że tyle czasu, spędzasz na nauce.
-Tak jasne. - Mruknęłam rozłączając, się. Nie bardzo wiedziałam co mówiła, chwilę temu, coś o studiach.

-Jedźmy już. -Powiedziałam płaczliwym głosem, odrywając się od Zayn'a.
-Jasne, ja prowadzę.
- Tak jak powiedział, on prowadził. Całą drogę przesiedzieliśmy w ciszy.

- Co tak właściwie się stało po między twoimi rodzicami, i tobą? Bo tylko Harry'emu powiedziałaś. Czemu unikasz tego tematu? - Zapytał brunet, wychodząc z auta.
No tak, przecież jesteśmy w jednym gangu, ale nie tylko to nas łączy. Jesteśmy też najlepszymi przyjaciółmi, tylko niewiedzą o moich rodzicach. Nie mogę tego cały czas ukrywać.
-Dziś wam o tym powiem, przed misją. Okej? - Brunet już nic nie mówił, tylko skierowaliśmy się do domu. Nie powiem cykam się trochę, ale dam radę! Jestem przecież, Morgan!

Weszliśmy do domu, ściągnęłam buty i udałam się do salonu. Gdzie byli już wszyscy.
-Jesteś pewna? -zapytał zmartwiony Liam. Czyli już im powiedział co się szykuje.
-Tak. -Niepewnie odpowiedziałam.
Usiadłam na fotelu, gdzie wszyscy mieli na mnie doskonały widok.
Złożyłam ręce pomiędzy kolana, i zaczęłam.
-A więc, od czego by tu zacząć.. - Niepewnie powiedziałam, układając sobie wszystko, w głowie.
-Więc, gdy miałam około. dwunastu lat... - zaczęłam. - Moja matka zdradziła mojego ojca, nie chcę skłamać, lubił sobie popić, wziąć narkotyki... -pocierałam pocące się ręce, głowę miałam cały czas spuszczoną, nie chciałam z nikim nawiązywać kontaktu wzrokowego.  -Obecnie moja matka, jest z tym facetem, z którym zdradziła mojego ojca.  - Pamiętam to jak by było to wczoraj...
†   
W domu było czuć napiętą atmosferę, rodzice pewnie znowu się pokłócili. Robili to dość często. Jak gdyby nic po szkole, poszłam do swojego pokoju. Bynajmniej chciałam tam pójść zatrzymał mnie zmartwiony głos mojej matki. Byłam dość bystra, i rozumna jak na swój wiek. Szczegół.
-Tak ? -zapytała niska brunetka. -Byłam to ja.
-Chodź do salonu, chcieli byśmy Ci coś powiedzieć. - Nakazała moja matka.
Nic nie powiedziałam, tylko skierowałam się do salonu. Rodzice siedzieli już przy stole, razem z moim starszym bratem Robertem. Dosiadłam się do nich, na stole przed tatą leżały jakieś papiery.
-A więc, popełniłam błąd, niewybaczalny, którego wcale nie żałuję - Zaczęła moja matka, zerkając na ojca.
-Pokochałam innego mężczyznę. Który ma córkę, jego żona umarła. - mówiła dalej. - Po prostu już nie kocham waszego taty. - rozpłakała się.
Wstałam zwracając na siebie uwagę. - Chyba sobie żartujesz! - krzyczałam. - I co teraz ! Zostawisz nas! Nie chcę Cię widzieć! - w tym momencie wybiegłam z domu, cała zapłakana, pobiegłam do naszej altanki schować się.

Po jakimś miesiącu, moi rodzice byli po rozwodzie. Jako, że Robert jest dorosły, mieszka już sam więc, mało na niego zwracano uwagę. Zostałam, z ojcem. Robert zadeklarował się, że będzie nas odwiedzał. Moja matka wyjechała do Irlandii. I zamieszkała ze swoim facetem. Nie trawię ich, chociaż ich nie poznałam.
[Jakby były jakieś niepewności, to jest w czasie przeszłym czyli, ,że już to było xd]
†   
-Pewnie, dlatego mam też taki trudny charakter. Zostałam skrzywdzona. - zakończyłam swój monolog. Spojrzałam na twarze moich przyjaciół. Wyrażały zmartwienie, niepewność, żal.
-Nie chcę abyście mi współczuli, nienawidzę takiego uczucia. - mruknęłam.  -Możemy się już szykować na tą misję? - zapytałam patrząc na chłopaków.




czwartek, 17 września 2015

Rozdział #4 "Cześć, jestem Selena."




†                                       †
Obudziłam się rano, cała obolała. Chyba wiem czemu. Znowu on. Dlaczego? Dlaczego teraz?!
Wszystko zaczęło się układać, chodzę do szkoły ( Co z tego, że z przymusu?), nie mieszkam z rodziną, mam coraz większe zyski, jest idealnie. Ale teraz? DUPA!
Musiał się pojawić. To sobie moment wybrał - Warczałam na siebie w myślach. Jestem idiotką. Ochrzaniam go, jak to PRAWIE nie jego wina. Żal.
Dobra, koniec użalania się nad sobą. Która godzina? - zapytałam samą siebie. Gratuluję. Przywaliłam sobie dłonią w czoło. Z pod poduszki wyciągnęłam białego IPhon'a - Szósta, super.
Wyszłam z łóżka, bo zapewne nie mogła bym dalej spać, wyciągnęłam z szafy czarne spodnie z zamkami, czerwoną koszulkę, i jakieś dodatki. Poszłam do łazienki wziąć prysznic bo, wczoraj zapomniałam. Po kilku minutowym prysznicu, wyszłam z kabiny i wytarłam się porządnie, wcześniej przygotowane ubrania znalazły się na moim ciele. Idealnie.
Wyszłam z łazienki po jakiś piętnastu minutach, i w rękę wzięłam, mój plecak. Zeszłam na dół, w kuchni zastałam Zayn'a odwrócony był do mnie tyłem, chyba robił coś na śniadanie.
-Hej, idziemy razem do szkoły? - Zapytałam, na co chłopak momentalnie się odwrócił.
-Hej, spoko. Jak się czujesz? - Dotknął mojego czoła. -Tak wcześnie wstałaś, chora jesteś czy co?- Udawał lekarza.
-Ha-ha-ha, nieśmieszne. - Powiedziałam siadając, na stołku, naprzeciwko bruneta.
-Mi też zrób. -Dodałam.
-Jasne, jakie chcesz płatki? - Nie przemyślałam tego, że robi płatki.
-Eee, czekoladowe!
Po kilku minutach, opróżniliśmy nasze miski i wyszliśmy z domu.
-Jedziemy, samochodem ? - Zapytał gdy zbliżaliśmy się do garażu.
-Nie, rowerem. -Powiedziałam sarkastycznie, na co się zaśmiał i wsiadł do samochodu.

W szkole byliśmy spóźnieni, ciekawe czemu nie? Skoro wstałam szybciej. Taa.. Zayn'owi zachciało się jechać do Starbucks'a i stać w kolejce. Idiota, ciota i nie wiem co jeszcze. Nie ważne. Przyszłam do klasy spóźniona.
-Dobry, przepraszam za spóźnienie. -Powiedziałam po czym, poszłam do swojej ławki, na końcu sali.
-Dobrze, a więc.. [...]
Siedziałam pisząc sms'y z Zayn'em, trochę go po wkurzałam, jaki to on zły i niedobry.
-Wiktoria Morgan, proszona do dyrektora. - Usłyszałam w sali echo, z głośników. Wzruszyłam ramionami, i wzięłam moją torbę, wychodząc z sali otrzymałam sms'a.

OD: Zayn

Co zrobiłaś? xx

DO: Zayn

Właśnie nie wiem, lel. Xx

Szłam w z dłuż korytarza, szukając gabinetu. Po kilku minutach i zakrętach znalazłam się w gabinecie.
-Dobry, w czym mogę pomóc ? - Zauważyłam jakąś dziewczynę, i chyba jej rodziców.
-W ramach kary, oprowadzisz naszą nową uczennicę, po szkole. - Powiedział Dyr.
-Jakiej kary? - Zapytałam nie wiedząc o co chodzi, przecież nic nie zrobiłam. Znaczy chyba nic.
-Wczoraj na przerwie wyszłaś po za teren szkoły, w czasie którym powinnaś być w szkole. Nawet się nie sprzeciwiaj mamy nagrane. - Prychnęłam w odpowiedzi.
-Dobra. - Mruknęłam.
Dziewczyna o ciemnych włosach, i piwnych oczach podeszła do mnie. - Cześć, jestem Selena. -Gdy mi się przedstawiła, jej rodzice wyszli, razem z Dyrkiem, pewnie coś obgadać.
-Wiesz moi rodzice nie pozwolili mi się zbliżać, do niejakiej Morgan? Nie wiem. - Dodała.
-Aha, ja się nazywam W-wiktoria. -Postanowiłam, na prawdę.
Niech dziewczyna, się zaaklimatyzuje, później, zobaczymy.
Wyszłam z gabinetu, z tą całą Seleną. -Do której klasy chodzisz? Mogę twój plan zajęć? Co chcesz najpierw zobaczyć? -Zadawałam pytania jak najęta, postanowiłam na bycie "miłą". Zobaczymy jak Ci to wyjdzie. - Usłyszałam w głowie, męski głos. Czyli to prawda. Jednak...
W między czasie dostałam Sms'a od Toma.

OD: Tom'a

Wyścigi przełożone o dwa dni. Po szkole musisz być w domu, pilna sprawa.

Zmarszczyłam brwi, na tajemniczość chłopaka, no cóż to jest Tom tego nie ogarniesz.
-Coś się stało?- Zapytała Sel.
-Nie nic. Eee.. masz ten plan?
-Tak, tak jasne już daję. - Dziewczyna przeszukała swoją torbę i wyciągnęła szary zeszyt z gumką, ściągnęłam gumkę i otworzyłam zeszyt na pierwszej stronie.

Selena Styles  Klasa : 2a

-Na której, stronie masz plan ? -Zapytałam, nie mogłam się nadziwić, ma takie samo nazwisko jak Harry. Muszę go o to zapytać.
-Na pierwszej stronie, a w jakiej ty jesteś klasie? - zapytała brunetka.
-Jestem w 2c. - mruknęłam, spoglądając na plan.
-Drugi masz w-f, pierwsza lekcja już minęła, chodź zaprowadzę Cię na salę, zaraz dzwonek. - Powiedziałam spoglądając na dziewczynę, która się do mnie uśmiechnęła. Ruszyłam w przeciwną stronę gabinetu, i znalazłyśmy się pod kantorkiem, w-f'istki.
-Dzień dobry, ee mogła bym prosić o klucz, oprowadzam nową uczennice, po szkole. - powiedziałam niezręcznie.
-Jasne. - uśmiechnęła się ciepło, nauczycielka i ruszyła w głąb pokoju, po chwili przychodząc z metalowym kluczykiem, na czerwonej zawieszce.
-Mamy razem W-f. - powiedziałam beznamiętnie.
-Super! -Ta dziewczyna tryska energią, serio. Nie wiem, co w tym fajnego, że się ma w-f. Dziwna jest.

Weszłam do pomieszczenia razem z brunetką, zapalając po drodze światło w naszej, przebieralni. Usiadłam na ławce i wyciągnęłam telefon, zaczęłam grać w Flappy Bird, głupia jest ta gra, cały czas przegrywałam. Waląc ptakiem o zieloną, rurę. Mój wynik to 1.
-Ehgem, czemu się nie przebierasz?-Usłyszałam głos, brunetki robi się irytująca, tymi ciągłymi pytaniami.
-Nie ćwiczę? - odpowiedziałam pytaniem na pytanie, podnosząc brwi do góry. -Chcesz coś jeszcze?-mruknęłam z niechęcią.
-Chciała bym Cię poznać. -powiedziała, brunetka dosiadając się do mnie, zablokowałam IPhon'a patrząc na nią zdziwiona.
-Poznać. Mnie?-Zapytałam ze zdziwieniem które, za wszelką cenę starałam się ukryć. Chyba nie zauważyła.
-Tak, wydajesz się ciekawą osobą, widzę, że coś ukrywasz. -zmrużyłam oczy, przysięgam na sto procent z ciemnych piwnych oczu, zrobiły się czarne.
-Ja nie chcę CIEBIE poznawać. Staram się być miła, i robię to tylko dla tego, że nie chcę zostać po lekcjach. Mam ważniejsze sprawy, niż niańczenie Ciebie. - Warknęłam, wychodząc z pomieszczenia. Niech, się nie interesuje za dużo. Za sobą zatrzasnęłam drzwi, niech wie, że mnie wkurzyła. Szłam prosto korytarzem, gdy zadzwonił dzwonek. No tak, przecież koniec drugiej lekcji. Zauważyłam Zayn'a, który zbliżał się do kantorka nauczycielki, prawdopodobnie napewno! po kluczyk.
-Hey, Zaaay. - Przeciągnęłam literkę w jego imieniu, spoglądając na bruneta. Wziął od nauczycielki kluczyk i odwrócił się w moją stronę, łapiąc mnie za rękę.
 -Hej, mała co zrobiłaś ? - powiedział całując mnie w policzek, na przywitanie.
-Eee, tam. -Machnęłam ręką. - Byłam, u dyra i muszę oprowadzić jakąś laskę po szkole. - mruknęłam.
-Uhuhu, fajna? - zapytał ruszając brwiami, w górę i w dół. Wiecie o co chodzi.
-Głupia, cały czas zadaje jakieś pytania, strasznie irytująca. - fuknęłam . Chłopak puścił moją, rękę i wszedł do swojej szatni. Ja wyszłam całkiem ze szkoły, mam to gdzieś czy będę w kozie czy nie. Dość!
Wracam do domu!
Wróciłam do domu po godzinie, ta daleko mieszkam, najśmieszniejsze jest to, że szłam piechotą.
Drzwi były zamknięte. Pewnie ich nie ma, ciekawe gdzie są.
Ehh, trudno. Wyciągnęłam z pod wycieraczki, zawieszkę z czterema kluczami, dwa do domu (jeden na zapas), jeden do piwnicy, a ostatni do altanki.
Przekręciłam, metalowy kluczyk w drzwiach, i je otworzyłam.
Weszłam na werandę, ściągnęłam buty. I weszłam na korytarz, uprzednio zamykając drzwi od domu.
Gdy byłam na korytarzu mój telefon, zawibrował na otrzymanego Sms'a.

OD : Harry

Słyszałem, że weszłaś do domu, błagam Cię ubierz się jakoś elegancko, moi rodzice przyjechali. Jesteśmy w salonie/jadalni. xx

Eghhh, rodzice Hazzy, biznesmeni. Razem z całą ekipą w domu, udajemy, że jesteśmy na jakiś ważnych studiach. I wgl.

Weszłam po schodach jak najciszej, skierowałam się do mojego pokoju, a następnie do łazienki, która jest połączona z moim pokojem. Z szafy wyciągnęłam białą koszulę, krawat w biało-czarne paski, Louisa oczywiście.
W łazience szybko się ubrałam w przyszykowane ciuchy, i zajęłam się włosami. Rozczesałam moją grzywkę, która była zaczesana na prawy bok, włosy razem z grzywką, przedzieliłam na dwie części, zrobiłam przedziałek na środku. A końcówki włosów, lekko pofalowałam prostownicą. Z szafki, w łazience wyciągnęłam moje okulary, może mam małą wadę wzroku, ale ich nie noszę. Wole soczewki.
Założyłam okulary, z czarną oprawką, na kształt "zerówek".
Z szafki na buty, którą miałam w pokoju, wyciągnęłam czarne conversy. Które szybko założyłam, wychodząc z mojego pokoju, zamknęłam go. I szybko znalazłam się w salonie, w którym był stół z krzesłami, teraz była to jadalnia.
-Dzień dobry, nazywam się Wiktoria Horan. - Przedstawiłam się, i użyłam nazwiska Niall'a, ponieważ jest moim kuzynem. A nie chce ujawniać mojego nazwiska. Nie wiem, czy mnie znają.
-O! Matko, ojcze to jest moja przyjaciółka, która zamieszkuje z nami. -Harry, wstał z krzesła, i pokazał na mnie dłonią.
Uśmiechnęłam się tylko do nich, i usiadłam obok Harry'ego, na przeciwko jego rodziców.
-O, bardzo miło mi Cię poznać, Wiktorio. Może opowiesz nam, na jakiej uczelni się uczysz ?- zapytała się mnie matka Harry'ego.
-Mnie również miło panią, poznać. Chodzę na studia, humanistyczne w kierunku filozofii. -uśmiechnęłam się i zajęłam się jakże ciekawą konwersacją. Czujecie ten sarkazm?




♥♥♥♥

czwartek, 10 września 2015

Rozdział #3 "Oddawaj moje marchewki!"

UWAGA!
W ROZDZIAŁACH BĘDĄ POJAWIAĆ SIĘ SŁOWA NIECENZURALNE! I TEGO TYPU RZECZY!

†                                   †

Razem z Tom'em jechaliśmy gdzieś na niebezpieczną część Londynu. Nie znałam dokładnie drogi, chociaż w Londynie mieszkam z 5 lat? Może dłużej, nie ważne,
z rozmyśleń wyrwał mnie głos mojego towarzysza.

-Będziesz tutaj tak siedzieć, czy się łaskawie ruszysz? - warknął - Nic nie odpowiedziałam tylko wyszłam z samochodu.
-Super, jesteśmy w lesie, to jest to całe porwanie? - uniosłam brwi do góry, w geście pytającym, Tom machnął lekceważąco ręką i ruszył w głąb lasu.

Szybko dorównałam kroku brunetowi, przedzierając się przez głupie krzaczory, zauważyłam ekipę, Tom'a wraz z moim crossem enduro.

(Cross, Morgan)


- Siema, Morgan jest sprawa. - Powiedział Trevor.
-No, mów. - Powoli się irytowałam, nie należę do cierpliwych osób.
-Widzisz ten tor za nami? - Pokazał faktycznie tor, który znajdował się kilka metrów pod nami, w jakiejś szczelinie między, skałami. Jak chcesz skakać zrób, to teraz. - Nabijała się ze mnie moja podświadomość.
-Mhm. - Mruknęłam spoglądając, jeszcze raz w przepaść.
-Dziś jedziecie tym torem, więc temu dbamy o to, abyś zdążyła... - weszłam mu w słowo . -Okej, mam go przetestować, nie? - Wszyscy kiwnęli głowami, na znak porozumienia.
-Dziś, jeszcze przyjeżdża na zawody Nick. -Powiedział ostrożnie Tom.
Gniew zaczął buzować, w całym moim ciele gdy usłyszałam to chujowe imię.
Nick- Gdy wyjechał z Anglii, to był co rocznym mistrzem w zawodach. Gdy ktoś go pokona ma się, krótko mówiąc przejebane. Chociaż gdy wygram te zawody nic mi nie zrobi, wie, że jestem silniejsza.

Wszyscy patrzą na mnie ze spokojem, jakby się bali zrobić jaki kol wiek, ruch żebym nie wybuchła, jestem niczym bomba. Dosłownie.

-Gdzie jest zejście na ten tor? - Zapytałam, wymijająco. Każdy przez chwilę patrzył na mnie z widocznym zdezorientowaniem.
-Zaprowadzę Cię. - Powiedział w końcu, któryś, jak mu tam było? Eee... Travis.. Trevor?... Chyba.

Trevor zaprowadził mnie piaszczystą ścieżką. Tu wszędzie jest piach, idiotko.  Wracając, zaprowadził mnie piaszczystą ścieżką, która prowadziła do kamiennych schodów. Powoli schodziłam na dół, trzymając się kurczowo zardzewiałej poręczy.
Będąc na dole czekałam na chłopaków, w sumie na crossa. Jeden kij. Tak czy siak, zeszli chwilę po mnie.

-Szybko skoczę, dla Ciebie po strój i kask. -Powiedział Tom.
Usiadłam na pobliskim kamieniu, który był porośnięty mchem.
Kilka metrów przede mną pojawił się, dobrze mi znany czarny samochód. (W poprzednim rozdziale mogliście, go zobaczyć) Wysiadł z niego Tom.

-Na tylnych siedzeniach masz strój, jakieś gumki do włosów, buty, rękawiczki. A kask jest na Crossie.

-Okay. - Weszłam do samochodu szybko upinając włosy w koka, tak aby mi nie przeszkadzały, jak będę jechać. Założyłam tylko nogawki. Otworzyłam drzwi od auta i dalej się ubierałam, ostatnią rzeczą jaką zrobiłam było zapięcie suwaka.

-O ku*wa, Morgan ubieraj się szybciej bachory z twojej szkoły przyszły!- Wydarł się któryś z naszej grupki, pospieszając mnie.
-Już! - krzyknęłam wsiadając na Crossa.
-Zapoznaj się z terenem my podejdziemy bliżej nich. Tam chyba też są nasi, więc uważaj.
Jak na zawołanie odpaliłam moją maszynę i zaczęłam " zwiedzanie ".
Zaczęłam jechać coraz szybciej aż w końcu, jechałam 190km/h

-Morgan do cholery! - Darł się Tom. - Na zakręcie nie wyrobisz! - Każdy się patrzył, moi znajomi i osoby ze szkoły.
Chciałam trochę podroczyć się z Tom'em i zaczęłam jechać na jednym kole.
-MORGAN!
Byłam bardzo blisko zakrętu, "stanęłam" z powrotem na dwóch kołach i ostro zakręciłam. Tak, że na wszystkich, poleciał piach połączony z dymem mojej opony.

-JA PIERDOLE! NIGDY WIĘCEJ! - Darł się Tom, łapiąc się teatralnie za serce.
Zaparkowałam przed chłopakami i oparłam się plecami o moją maszynę. (Nadal miałam, kask aby nikt mnie nie poznał)
-Morgan, dziś masz zawody o 21. -Powiedział na tyle głośno, że ta grupka ze szkoły, słyszała.
Jako, że miałam wbudowany modulator głosu. (Takie małe coś, co zmienia mi głos na męski)

-Wiem, nie zapomniałem. - powiedziałam z irytacją w głosie.
-Spoko, spoko tylko przypominam. -Bronił się brunet.
 Usiadłam na, crossa i odjechałam. Jadąc powoli ulicami, dotarłam do domu w trzydzieści minut. Wjechałam na tyły budynku, gdzie kłócił się Lou, z Hazzą.

-Oddawaj moje marchewki! -Darł się z rozpaczą Lou.
-Nie mam ich! N-I-E M-A-M! -Literował loczek.
-MASZ! - Dążył w zaparte pasiasty.
Rozebrałam się z mojego " Stroju " i krzyknęłam.
-Ja je zjadłam! -Lou i Hazza odwrócili się w moją stronę.
-Mówiłem nie miałem ich! - Ryknął, Harry uciekając do domu.
-CO?! - Krzyknął Lou, zrywając się do biegu. Wszyscy domownicy wyszli na dwór (Nie wspomnę, że Niall miał popcorn. Taki szczegół.) Wracając, ciekawy moment sobie wybrali. C'nie?
-Stop! Ani kroku dalej! - Warknęłam ostrzegawczo.
Louis, posłusznie się zatrzymał co prawda dziesięć kroków przede mną.
Odwróciłam się i poszłam do altanki*. Na stole leżało ciasto marchewkowe, które upiekłam temu durniowi. (Musiało ostygnąć, a jakbym zostawiła to Horan by zeżarł)
Upiekłam na imprezie. Nie, nie pamiętam czemu.
Wychodząc powoli z tacką, skierowałam się w stronę, marchewkoholika. [czyt. Louis]
-Proszę. Nie, nie zjadłam ich tylko upiekłam Ci ciasto. - Powiedziałam, uprzedzając jego kolejne pytanie.
-KOCHAM CIĘ! -krzyknął szczęśliwy, Lou i zabrał ciasto z moich rąk. Lou pobiegł do domu jeść ciasto, a za nim poleciał Horan, krzycząc, że mi pomagał. O głupoto bądź pozdrowiona.
Hazza, Zayn, Li  patrzeli się na mnie jakbym spadła z kosmosu. Ominęłam ich i poszłam do domu.

-Ech Toche? - zapytał Niall z pełną gębą.
-Nie dzięki.
-Toja stata - mówił przeżuwając. Wzruszyłam ramionami i otworzyłam lodówkę w której znalazłam.. co ja chrzanię nic w niej nie ma!
-Horan. -Powiedziałam ostrzegawczym tonem 
-Hę? -Dalej coś żuł.
-Zaraz lecisz do sklepu, kupujesz coś na śniadanie/obiad/kolację. - warknęłam odwracając się w stronę blondyna. - Możesz zapytać chłopaków czy chcą coś ze sklepu. - Powiedziałam przesłodzonym głosikiem.
Horan zrobił oczka ze shrek'a.
-Nie przekupisz mnie tą miną. - mruknęłam.
-Dobra. - Westchnął.
Wyszłam z kuchni, kierując się na schody, z których dosłownie leciał Lou z ciastem w ręce.
-Masz przekichane, Harry jest zazdrosny o to ciasto. - Wysapał.
Przewróciłam oczami i poczłapałam się do mojego pokoju, z dołu usłyszałam jeszcze. - Ostrzegałem!
Weszłam do pokoju odgarniając sobie przejście nogami. Skierowałam się w stronę biurka, gdzie znajdował się mój laptop.
-Cholera. -Mruknęłam pod nosem, już piętnasta.
-Przydało by się ogarnąć ten syf. - Mruknęłam, leniwie rozglądając się po pokoju. Gorzej niż w burdelu.
Cóż, zarosnę tu wkrótce, więc wyciągnęłam śmietnik z pod biurka. Hah, śmieszne mój pokój to jeden wielki śmietnik.
Zaczęłam wyrzucać jakieś papierki, butelki (po sokach!), wszystkie ubrania, nie ważne czy czyste wylądowały w koszu na pranie. Skąd mogłam wiedzieć czy są czyste ? Skoro znalazłam je pod łóżkiem, na szafce, pod nią, na biurku, krześle, tarasie, obok okna itp. Więc tak, z grubsza ogarnęłam to jakoś.

Do : Liam
Przynieś mi odkurzacz. Jestem u siebie. xx

Jakoś nie uśmiechało mi się taszczyć tego wysyczacza śmieci, do góry. Po kilku minutach Liam przytachał, mi odkurzacz, w zamian dostał worek ze śmieciami. No co?
Skoro miał po drodze...
Mój pokój po dwóch godzinach, zaczął wyglądać jak pokój, a nie jakby mieszkał tu Matt przez tydzień.
Padnięta położyłam się na łóżko i zaczęłam, oglądać jakieś portale społecznościowe. Nawet nie wiem, kiedy zasnęłam.

Harry POV.


*Sen*
Właśnie pogodziłem się z Morgan, obiecała mi, że kupi mi piętnaście kociaczków w różnych kolorach. Gdy przyszła do domu z wielkim pudłem w dłoniach.
-Głupia!? Udusisz je! - Krzyknąłem na nią.
Usłyszałem przeraźliwy krzyk wydobywający się z jej ust. Wszystko zaczęło się rozmazywać, prysło niczym bańka mydlana.
Cały spocony obudziłem się w środku nocy, jednak krzyk był prawdziwy.
Jedno jest pewne.
On wrócił.


*


♥♥♥♥♥♥

Altanka = To taki domek "narzędziowy" w którym, mamy miejsce np. na posiedzenie sobie w spokoju.



W przypadku Morgan, był to taki mini "garaż". A ciasto zrobiła na imprezie gdyż, dostała takie "Zadanie" z gry.