UWAGA!
W ROZDZIAŁACH BĘDĄ POJAWIAĆ SIĘ SŁOWA NIECENZURALNE! I TEGO TYPU RZECZY!
† †
Razem z Tom'em jechaliśmy gdzieś na niebezpieczną część Londynu. Nie znałam dokładnie drogi, chociaż w Londynie mieszkam z 5 lat? Może dłużej, nie ważne,
z rozmyśleń wyrwał mnie głos mojego towarzysza.
-Będziesz tutaj tak siedzieć, czy się łaskawie ruszysz? - warknął - Nic nie odpowiedziałam tylko wyszłam z samochodu.
-Super, jesteśmy w lesie, to jest to całe porwanie? - uniosłam brwi do góry, w geście pytającym, Tom machnął lekceważąco ręką i ruszył w głąb lasu.
Szybko dorównałam kroku brunetowi, przedzierając się przez głupie krzaczory, zauważyłam ekipę, Tom'a wraz z moim crossem enduro.
- Siema, Morgan jest sprawa. - Powiedział Trevor.
-No, mów. - Powoli się irytowałam, nie należę do cierpliwych osób.
-Widzisz ten tor za nami? - Pokazał faktycznie tor, który znajdował się kilka metrów pod nami, w jakiejś szczelinie między, skałami. Jak chcesz skakać zrób, to teraz. - Nabijała się ze mnie moja podświadomość.
-Mhm. - Mruknęłam spoglądając, jeszcze raz w przepaść.
-Dziś jedziecie tym torem, więc temu dbamy o to, abyś zdążyła... - weszłam mu w słowo . -Okej, mam go przetestować, nie? - Wszyscy kiwnęli głowami, na znak porozumienia.
-Dziś, jeszcze przyjeżdża na zawody Nick. -Powiedział ostrożnie Tom.
Gniew zaczął buzować, w całym moim ciele gdy usłyszałam to chujowe imię.
Nick- Gdy wyjechał z Anglii, to był co rocznym mistrzem w zawodach. Gdy ktoś go pokona ma się, krótko mówiąc przejebane. Chociaż gdy wygram te zawody nic mi nie zrobi, wie, że jestem silniejsza.
Wszyscy patrzą na mnie ze spokojem, jakby się bali zrobić jaki kol wiek, ruch żebym nie wybuchła, jestem niczym bomba. Dosłownie.
-Gdzie jest zejście na ten tor? - Zapytałam, wymijająco. Każdy przez chwilę patrzył na mnie z widocznym zdezorientowaniem.
-Zaprowadzę Cię. - Powiedział w końcu, któryś, jak mu tam było? Eee... Travis.. Trevor?... Chyba.
Trevor zaprowadził mnie piaszczystą ścieżką. Tu wszędzie jest piach, idiotko. Wracając, zaprowadził mnie piaszczystą ścieżką, która prowadziła do kamiennych schodów. Powoli schodziłam na dół, trzymając się kurczowo zardzewiałej poręczy.
Będąc na dole czekałam na chłopaków, w sumie na crossa. Jeden kij. Tak czy siak, zeszli chwilę po mnie.
-Szybko skoczę, dla Ciebie po strój i kask. -Powiedział Tom.
Usiadłam na pobliskim kamieniu, który był porośnięty mchem.
Kilka metrów przede mną pojawił się, dobrze mi znany czarny samochód. (W poprzednim rozdziale mogliście, go zobaczyć) Wysiadł z niego Tom.
-Na tylnych siedzeniach masz strój, jakieś gumki do włosów, buty, rękawiczki. A kask jest na Crossie.
-Okay. - Weszłam do samochodu szybko upinając włosy w koka, tak aby mi nie przeszkadzały, jak będę jechać. Założyłam tylko nogawki. Otworzyłam drzwi od auta i dalej się ubierałam, ostatnią rzeczą jaką zrobiłam było zapięcie suwaka.
-O ku*wa, Morgan ubieraj się szybciej bachory z twojej szkoły przyszły!- Wydarł się któryś z naszej grupki, pospieszając mnie.
-Już! - krzyknęłam wsiadając na Crossa.
-Zapoznaj się z terenem my podejdziemy bliżej nich. Tam chyba też są nasi, więc uważaj.
Jak na zawołanie odpaliłam moją maszynę i zaczęłam " zwiedzanie ".
Zaczęłam jechać coraz szybciej aż w końcu, jechałam 190km/h
-Morgan do cholery! - Darł się Tom. - Na zakręcie nie wyrobisz! - Każdy się patrzył, moi znajomi i osoby ze szkoły.
Chciałam trochę podroczyć się z Tom'em i zaczęłam jechać na jednym kole.
-MORGAN!
Byłam bardzo blisko zakrętu, "stanęłam" z powrotem na dwóch kołach i ostro zakręciłam. Tak, że na wszystkich, poleciał piach połączony z dymem mojej opony.
-JA PIERDOLE! NIGDY WIĘCEJ! - Darł się Tom, łapiąc się teatralnie za serce.
Zaparkowałam przed chłopakami i oparłam się plecami o moją maszynę. (Nadal miałam, kask aby nikt mnie nie poznał)
-Morgan, dziś masz zawody o 21. -Powiedział na tyle głośno, że ta grupka ze szkoły, słyszała.
Jako, że miałam wbudowany modulator głosu. (Takie małe coś, co zmienia mi głos na męski)
-Wiem, nie zapomniałem. - powiedziałam z irytacją w głosie.
-Spoko, spoko tylko przypominam. -Bronił się brunet.
Usiadłam na, crossa i odjechałam. Jadąc powoli ulicami, dotarłam do domu w trzydzieści minut. Wjechałam na tyły budynku, gdzie kłócił się Lou, z Hazzą.
-Oddawaj moje marchewki! -Darł się z rozpaczą Lou.
-Nie mam ich! N-I-E M-A-M! -Literował loczek.
-MASZ! - Dążył w zaparte pasiasty.
Rozebrałam się z mojego " Stroju " i krzyknęłam.
-Ja je zjadłam! -Lou i Hazza odwrócili się w moją stronę.
-Mówiłem nie miałem ich! - Ryknął, Harry uciekając do domu.
-CO?! - Krzyknął Lou, zrywając się do biegu. Wszyscy domownicy wyszli na dwór (Nie wspomnę, że Niall miał popcorn. Taki szczegół.) Wracając, ciekawy moment sobie wybrali. C'nie?-Stop! Ani kroku dalej! - Warknęłam ostrzegawczo.
Louis, posłusznie się zatrzymał co prawda dziesięć kroków przede mną.
Odwróciłam się i poszłam do altanki*. Na stole leżało ciasto marchewkowe, które upiekłam temu durniowi. (Musiało ostygnąć, a jakbym zostawiła to Horan by zeżarł)
Upiekłam na imprezie. Nie, nie pamiętam czemu.
Wychodząc powoli z tacką, skierowałam się w stronę, marchewkoholika. [czyt. Louis]
-Proszę. Nie, nie zjadłam ich tylko upiekłam Ci ciasto. - Powiedziałam, uprzedzając jego kolejne pytanie.
-KOCHAM CIĘ! -krzyknął szczęśliwy, Lou i zabrał ciasto z moich rąk. Lou pobiegł do domu jeść ciasto, a za nim poleciał Horan, krzycząc, że mi pomagał. O głupoto bądź pozdrowiona.
Hazza, Zayn, Li patrzeli się na mnie jakbym spadła z kosmosu. Ominęłam ich i poszłam do domu.
-Ech Toche? - zapytał Niall z pełną gębą.
-Nie dzięki.
-Toja stata - mówił przeżuwając. Wzruszyłam ramionami i otworzyłam lodówkę w której znalazłam.. co ja chrzanię nic w niej nie ma!
-Horan. -Powiedziałam ostrzegawczym tonem
-Hę? -Dalej coś żuł.
-Zaraz lecisz do sklepu, kupujesz coś na śniadanie/obiad/kolację. - warknęłam odwracając się w stronę blondyna. - Możesz zapytać chłopaków czy chcą coś ze sklepu. - Powiedziałam przesłodzonym głosikiem.
Horan zrobił oczka ze shrek'a.
-Nie przekupisz mnie tą miną. - mruknęłam.
-Dobra. - Westchnął.
Wyszłam z kuchni, kierując się na schody, z których dosłownie leciał Lou z ciastem w ręce.
-Masz przekichane, Harry jest zazdrosny o to ciasto. - Wysapał.
Przewróciłam oczami i poczłapałam się do mojego pokoju, z dołu usłyszałam jeszcze. - Ostrzegałem!
Weszłam do pokoju odgarniając sobie przejście nogami. Skierowałam się w stronę biurka, gdzie znajdował się mój laptop.
-Cholera. -Mruknęłam pod nosem, już piętnasta.
-Przydało by się ogarnąć ten syf. - Mruknęłam, leniwie rozglądając się po pokoju. Gorzej niż w burdelu.
Cóż, zarosnę tu wkrótce, więc wyciągnęłam śmietnik z pod biurka. Hah, śmieszne mój pokój to jeden wielki śmietnik.
Zaczęłam wyrzucać jakieś papierki, butelki (po sokach!), wszystkie ubrania, nie ważne czy czyste wylądowały w koszu na pranie. Skąd mogłam wiedzieć czy są czyste ? Skoro znalazłam je pod łóżkiem, na szafce, pod nią, na biurku, krześle, tarasie, obok okna itp. Więc tak, z grubsza ogarnęłam to jakoś.
Do : Liam
Przynieś mi odkurzacz. Jestem u siebie. xx
Jakoś nie uśmiechało mi się taszczyć tego wysyczacza śmieci, do góry. Po kilku minutach Liam przytachał, mi odkurzacz, w zamian dostał worek ze śmieciami. No co?
Skoro miał po drodze...
Mój pokój po dwóch godzinach, zaczął wyglądać jak pokój, a nie jakby mieszkał tu Matt przez tydzień.
Padnięta położyłam się na łóżko i zaczęłam, oglądać jakieś portale społecznościowe. Nawet nie wiem, kiedy zasnęłam.
Harry POV.
*Sen*
Właśnie pogodziłem się z Morgan, obiecała mi, że kupi mi piętnaście kociaczków w różnych kolorach. Gdy przyszła do domu z wielkim pudłem w dłoniach.
-Głupia!? Udusisz je! - Krzyknąłem na nią.
Usłyszałem przeraźliwy krzyk wydobywający się z jej ust. Wszystko zaczęło się rozmazywać, prysło niczym bańka mydlana.
Cały spocony obudziłem się w środku nocy, jednak krzyk był prawdziwy.
Jedno jest pewne.
On wrócił.
*
♥♥♥♥♥♥
Altanka = To taki domek "narzędziowy" w którym, mamy miejsce np. na posiedzenie sobie w spokoju.
W przypadku Morgan, był to taki mini "garaż". A ciasto zrobiła na imprezie gdyż, dostała takie "Zadanie" z gry.
Altanka = To taki domek "narzędziowy" w którym, mamy miejsce np. na posiedzenie sobie w spokoju.
W przypadku Morgan, był to taki mini "garaż". A ciasto zrobiła na imprezie gdyż, dostała takie "Zadanie" z gry.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz