Po jakże sympatycznym spotkaniu, rodziców Hazzy, pożegnaliśmy się około godziny dwunastej, wieczorem.
Wydaje mi się, że skądś ich kojarzyłam, ale nie dam głowy.
-Dobranoc! - krzyknął jeszcze Liam, zamykając drzwi.
Klapnęłam sobie na kanapę, i patrzyłam jak chłopaki wynoszą stół, i osiem krzeseł.
Gdy Harry i reszta, skończyła wynosić wszystko z salonu. Liam rozpoczął konwersację.
-Eee... Morgan? - zaczął niepewnie Daddy Direction [ Czyt. Liam ]
-Wal. - mruknęłam kładąc głowę na kolana Louisa, a nogi położyłam na kolana, Niall'a.
-Co ci się śniło ? - zapytał Niall z pełną gębą. Dalej coś żuł. Skubany.
-Zobaczyłam, że jestem czarną postacią z tasakiem w ręku... [...] (TAK! Ten fragment został CELOWO! Pominięty ;p)
Harry POV.
Morgan, opowiedziała nam swój, sen. Teraz możemy mieć pewność, że wrócił. Niestety, musimy bardziej się pilnować. Ponieważ, mogą być różne...nieprzyjemne akcje.
-Jestem głodny. -Powiedział Niall, kończąc jeść swoją kanapkę. - Wikusiuuuu.... zrobisz mi coś do jedzenia ? - zapytał farbowany.
-Pieprz się! - Warknęła brunetka, wstając z kanapy. Poszła na górę, trzaskając drzwiami od prawdopodobnie swojego pokoju.
-Debil. - Mruknąłem patrząc na Horana. -Nie wiem jak wy, ale ja idę spać. -Powiedziałem, ziewając.
†
Wyszedłem z pod prysznica, w samych bokserkach położyłem się spać, uprzednio sprawdzając godzinę na elektronicznym zegarku. - Po drugiej.
†
Wiktoria POV. (Czwartek)
Zasnęłam od razu, po małym incydencie z Horanem.
Rano wstałam, żartuje.
Przebudziłam się o godzinie, piątej nad ranem.
Ubrałam się w jakieś dresy, białą luźną koszulkę, i zarzuciłam na ramiona bluzę.
Wyszłam na mój taras, z paczką papierosów.
Oparłam się łokciami, o balustradę i patrzyłam w dal, podziwiając wschód słońca. Odpalałam, papierosa za papierosem. Dobra! Koniec, bo mi nie wystarczy na dziś.
Słońce, było już całe widoczne na horyzoncie więc, musiała być zapewne jakaś szósta-siódma, godzina.
Wyszłam z mojego malutkiego balkoniku, zamykając za sobą szklane drzwi. Wychodząc z mojego już czystego pokoju, wzięłam ze sobą plecak. Nigdy nie jem śniadań, po prostu nie lubię. Przed wyjściem z domu przejrzałam się w lustrze, rozczesując włosy szczotką Zayn'a, taki szczegół. Rozczesałam moje włosy, zaczesując grzywkę na prawy bok, wszystko wzmocniłam lakierem.
Wychodząc z domu, skierowałam się do MOJEGO samochodu! Moje cudeńko wróciło z naprawy. Troochę go zjechałam na wyścigu.
Jak nowy! Bo jest prawie, nowy cała maska i drzwi rozjebane. Bravo!
Wsiadłam do samochodu, podziwiając go ze wszystkich stron.
Jechałam dość szybko bo, za jakieś czterdzieści minut miały się rozpocząć lekcje. Tak to jest jak się mieszka na odludziu, chociaż są jakieś plusy. Do szkoły jadę zawsze jakieś dwadzieścia pięć minut. Plus jeszcze zaliczyć starbucks'a, pośmiać się z ludzi. No, i w szkole byłam przed zajęciami, oczywiście MORGAN WIELKIE WEJŚCIE! Każdy patrzał na moje cudeńko, mnie nie było widać. Sprawka zaciemnianych szyb.
-Pora zrobić wielkie wejście! - Szepnęłam do siebie. Zauważyłam Zayn'a opartego na murku, z jakąś lasią.
Założyłam jeszcze okulary przeciw słoneczne, bo było w chuj gorąco.
Wyszłam.
Wszystkie pary oczu, były wlepione w moją postać.
Zamknęłam drzwi, od kierowcy, okrążyłam samochód i otworzyłam drzwi z tyłu. Wyciągając mój plecak.
Szłam w stronę szkoły, ignorując wszystkie spojrzenia.
Byłam w szkole równo przed dzwonkiem.
Zajęłam swoje miejsce. Tak, przespałam tą lekcję, tak to jest jak się zachce oglądać wschód słońca.
†
OD : Tom
Morgan! Przepraszam, posrały mi się daty. Wyścig jest za jakiś miesiąc! O DROGA PANI WYBACZ!
Aww... Czy mi tylko zajechało sarkazmem w ostatnim, zdaniu? Cóż, mówi się trudno. Kolejny Sms. Boże, oni się jakoś zwołali ? Czy co ?
OD : Harry
Jest sprawa, dziś o 23 mamy napad, na tego milionera, także HAJS!
No, czyli jednak będzie grubo. Nie odpisałam na żadnego SmS'a. Raczej to normalne, z mojej strony.
†
Po lekcjach zadzwonił, nieznany numer. Nieźle.
-Halo ? - zapytałam, odbierając po pierwszym sygnale.
-Wiktoria, tu..- dalej nie słuchałam, stałam oniemiała, przed moim samochodem. Zayn podszedł do mnie. - Wszystko ok ? -zapytał ciemnowłosy.
-Wiktoria!? Kto tam jest? - martwiła się mama.
-Nie ważne, czego chcesz? -Warknęłam
-Nie tym tonem. Za kilka dni przylecę do Anglii, razem z moim narzeczonym i naszą córką. - ostatnie zadnie podkreśliła.
-Super. A ja po co wam? - zbierało mi się na płacz, Zay, to zauważył i mnie przytulił. Staliśmy w uścisku.
-Margaret chciała by Cię poznać. - powiedziała moja matka przesłodzonym głosem.
-Oh, jaka szkoda jestem zajęta, przez najbliższe dwa tygodnie. Jak mi przykro. - Ahh, czujecie ten sarkazm ?
-Nic nie szkodzi, mam nadzieję, że jesteś na dobrych studiach, że tyle czasu, spędzasz na nauce.
-Tak jasne. - Mruknęłam rozłączając, się. Nie bardzo wiedziałam co mówiła, chwilę temu, coś o studiach.
-Jedźmy już. -Powiedziałam płaczliwym głosem, odrywając się od Zayn'a.
-Jasne, ja prowadzę. - Tak jak powiedział, on prowadził. Całą drogę przesiedzieliśmy w ciszy.
-Jasne, ja prowadzę. - Tak jak powiedział, on prowadził. Całą drogę przesiedzieliśmy w ciszy.
- Co tak właściwie się stało po między twoimi rodzicami, i tobą? Bo tylko Harry'emu powiedziałaś. Czemu unikasz tego tematu? - Zapytał brunet, wychodząc z auta.
No tak, przecież jesteśmy w jednym gangu, ale nie tylko to nas łączy. Jesteśmy też najlepszymi przyjaciółmi, tylko niewiedzą o moich rodzicach. Nie mogę tego cały czas ukrywać.
-Dziś wam o tym powiem, przed misją. Okej? - Brunet już nic nie mówił, tylko skierowaliśmy się do domu. Nie powiem cykam się trochę, ale dam radę! Jestem przecież, Morgan!
Weszliśmy do domu, ściągnęłam buty i udałam się do salonu. Gdzie byli już wszyscy.
-Jesteś pewna? -zapytał zmartwiony Liam. Czyli już im powiedział co się szykuje.
-Tak. -Niepewnie odpowiedziałam.
Usiadłam na fotelu, gdzie wszyscy mieli na mnie doskonały widok.
Złożyłam ręce pomiędzy kolana, i zaczęłam.
-A więc, od czego by tu zacząć.. - Niepewnie powiedziałam, układając sobie wszystko, w głowie.
-Więc, gdy miałam około. dwunastu lat... - zaczęłam. - Moja matka zdradziła mojego ojca, nie chcę skłamać, lubił sobie popić, wziąć narkotyki... -pocierałam pocące się ręce, głowę miałam cały czas spuszczoną, nie chciałam z nikim nawiązywać kontaktu wzrokowego. -Obecnie moja matka, jest z tym facetem, z którym zdradziła mojego ojca. - Pamiętam to jak by było to wczoraj...
†
W domu było czuć napiętą atmosferę, rodzice pewnie znowu się pokłócili. Robili to dość często. Jak gdyby nic po szkole, poszłam do swojego pokoju. Bynajmniej chciałam tam pójść zatrzymał mnie zmartwiony głos mojej matki. Byłam dość bystra, i rozumna jak na swój wiek. Szczegół.
-Tak ? -zapytała niska brunetka. -Byłam to ja.
-Chodź do salonu, chcieli byśmy Ci coś powiedzieć. - Nakazała moja matka.
Nic nie powiedziałam, tylko skierowałam się do salonu. Rodzice siedzieli już przy stole, razem z moim starszym bratem Robertem. Dosiadłam się do nich, na stole przed tatą leżały jakieś papiery.
-A więc, popełniłam błąd, niewybaczalny, którego wcale nie żałuję - Zaczęła moja matka, zerkając na ojca.
-Pokochałam innego mężczyznę. Który ma córkę, jego żona umarła. - mówiła dalej. - Po prostu już nie kocham waszego taty. - rozpłakała się.
Wstałam zwracając na siebie uwagę. - Chyba sobie żartujesz! - krzyczałam. - I co teraz ! Zostawisz nas! Nie chcę Cię widzieć! - w tym momencie wybiegłam z domu, cała zapłakana, pobiegłam do naszej altanki schować się.
Po jakimś miesiącu, moi rodzice byli po rozwodzie. Jako, że Robert jest dorosły, mieszka już sam więc, mało na niego zwracano uwagę. Zostałam, z ojcem. Robert zadeklarował się, że będzie nas odwiedzał. Moja matka wyjechała do Irlandii. I zamieszkała ze swoim facetem. Nie trawię ich, chociaż ich nie poznałam.
[Jakby były jakieś niepewności, to jest w czasie przeszłym czyli, ,że już to było xd]
†
[Jakby były jakieś niepewności, to jest w czasie przeszłym czyli, ,że już to było xd]
†
-Pewnie, dlatego mam też taki trudny charakter. Zostałam skrzywdzona. - zakończyłam swój monolog. Spojrzałam na twarze moich przyjaciół. Wyrażały zmartwienie, niepewność, żal.
-Nie chcę abyście mi współczuli, nienawidzę takiego uczucia. - mruknęłam. -Możemy się już szykować na tą misję? - zapytałam patrząc na chłopaków.
-Nie chcę abyście mi współczuli, nienawidzę takiego uczucia. - mruknęłam. -Możemy się już szykować na tą misję? - zapytałam patrząc na chłopaków.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz